MÓWIĆ NIE ZNACZY ROZMAWIAĆ

Tytuł nawiązuje do spotkania przedstawicieli środowiska lekarskiego, reprezentowanego przez dr Andrzeja Ignaciuka i dr Waldemara Jankowiaka oraz środowiska kosmetycznego, reprezentowanego przez panią prezes stowarzyszenia „PRZYJAZNA KOSMETYKA” Beatę Wątorowską, które odbyło się w trakcie trwania XXX jubileuszowego kongresu LNE. Ogólnie oceniam spotkanie pozytywnie i w perspektywie czasowej również optymistycznie. Miło jest patrzeć na grupę inteligentnych i kulturalnych ludzi, którzy w sposób rzeczowy przedstawiają swoje stanowiska oraz deklarują chęć współpracy. Celem tej współpracy miała by być…, i tu niestety nie wiem co?!
W ciągu ostatnich miesięcy pojawiło się w różnych mediach szereg wypowiedzi lekarzy związanych z PTMEiAA i SLDE, nawiązujących do oficjalnych stanowisk stowarzyszeń w kwestii wykonywania niektórych zabiegów przez kosmetyczki. Niestety między przysłowiowymi wierszami można odczytać, że kosmetyczki powinny zajmować się co najwyżej henną, nakładaniem maseczek i ewentualnie zabiegami na ciało. Po takich wypowiedziach pozostaje bardzo mały margines do uzyskania konsensusu. Myślę, że punktem wyjścia do dyskusji jest zrobienie ze strony środowiska lekarskiego kroku do tyłu, aby zneutralizować fatalny odbiór swoich wypowiedzi przez środowisko kosmetyczne. My – lekarze musimy sobie zdawać sprawę z faktu, że medycyna to nie tylko my, to również zawody okołomedyczne m. in. kosmetyka. Nie godzi nam się zabraniać innym podmiotom pracującym w sferze szeroko pojętej estetyki, wykonywania swojego zawodu. Dodatkowym elementem, który powinien skłonić nas do ściszenia głosu, a nie „uderzania a w bęben medialny” jest fakt, że to my weszliśmy do sfery estetyki / kosmetyki itp. Zanim powstała medycyna estetyczna i pojawili się lekarze zajmujący się tą dziedziną, od dziesiątek lat istniało w Polsce bardzo liczne grono, bardzo dobrze wykształconych kosmetyczek. Wiele lat przed lekarzami, kosmetyczki wykonywały pilingi, drobne zabiegi z elektrochirurgii, elektro i – fizjoterapii. Z drugiej strony należy zrozumieć reakcje nas lekarzy, gdy dowiadujemy się, że Panie kosmetyczki, przede wszystkim te z krótkim doświadczeniem zawodowym, wykonują zabiegi, które dotychczas były, są i zapewne będą zabiegami stricte lekarskimi.
Na przestrzeni ostatnich kilku lat obserwuję gwałtowny rozwój kosmetyki, a co za tym idzie, rozszerzenie ofert salonów kosmetycznych o wysoce specjalistyczne zabiegi. Rozwojowi temu towarzyszy coraz częściej całkowity zanik przestrzegania zasad etyki, które obowiązują każdego, kto pracuje w obszarze zdrowia. Przypominam, że prawie wszystkie Panie, które zdobyły wykształcenie w ciągu ostatnich kilkunastu lat w zakresie kosmetologii są absolwentkami Akademii Medycznych. To obliguje do pewnych postaw oraz sposobu myślenia o swoim zawodzie. Panie kosmetyczki, użyję nieładnego słowa – muszą wprowadzić samoograniczenia w podejmowaniu decyzji o wykonywaniu zaawansowanych zabiegów. U podstawy tych samoograniczeń powinien leżeć przede wszystkim zdrowy rozsądek, pokora i świadomość, że niektóre zabiegi medyczne są stricte zabiegami lekarskimi, bez względu na to, jak interpretują to szanowni prawnicy. Pisząc o zabiegach lekarskich mam na myśli m. in. iniekcje z toksyny botulinowej, substancji wypełniających, nici PDO, wysokoenergetycznych laserów CO2, usuwaniu znamion melanocytowych oraz terapie osoczem bogatopłytkowym. Ze strony naszego środowiska lekarskiego nigdy nie będzie na to zgody. Ten brak zgody wynika z kilku aspektów. Po pierwsze ochrona naszych interesów zarówno wizerunkowych jak i ekonomicznych. Po drugie ochrona interesów pacjentów / klientów poprzez ograniczenie możliwości wystąpienia powikłań po zabiegach wykonanych przez osoby nieprzygotowane do ich przeprowadzenia. Po trzecie, jak by to dziwnie nie zabrzmiało, ochrona interesów Pań kosmetyczek – mniej zabiegów inwazyjnych, mniej powikłań, mniej stresu.
Osobiście jestem całkowicie zaskoczony i zdegustowany, że osobom niebędącym lekarzami przyszło do głowy wykonywanie w/w zabiegów u swoich klientek.
Z drugiej strony, jak czytam i słucham wypowiedzi kolegów i koleżanek lekarzy, to zastanawiam się, czy stopień wzburzenia na powyższe zjawiska nie przyćmił u nich zdrowego rozsądku. Pisanie o zakazie przekraczania granicy naskórka przez Panie kosmetyczki jest niewłaściwe i generuje szereg, uzasadnionych, negatywnych i czasami gwałtownych reakcji ze strony środowiska kosmetycznego. Należałoby określić czym, jakimi technikami nie wolno tej granicy przekraczać. Sam pomysł wydaje mi się z gruntu niedorzeczny. Idąc tokiem takiego rozumowania – „ zabronić” – należałoby wykonywania w salonach kosmetycznych większości zabiegów wykorzystujących promotory przenikania m. in. pilingi, technologie nanocząsteczkowe, mikrodermabrazje, mikronakłuwanie, jono, – sonoforeza, oraz tak klasyczne zabiegi kosmetyczne jak piercing czy makijaż permanentny. Otarlibyśmy się o całkowity absurd.
Jakiekolwiek działania w obszarze zdrowia/ medycyna, kosmetyka/ powinny mieć regulacje ustawową. Biorąc pod uwagę czas trwania uchwalania ustaw przez sejm, przez najbliższe 4 -5 lat nie ma na to szans. W związku z powyższym obydwa środowiska powinny podjąć współpracę i wypracować podstawowe zasady działania na różnych poziomach usług estetycznych od lekarza po kosmetyczkę. Po ustaleniu wspólnego stanowiska uruchomić wszelkie możliwe kanały informacyjne, aby dotrzeć do potencjalnych odbiorców i wskazać im, jakimi kryteriami powinni kierować się wybierając gabinet lekarski/salon kosmetyczny. Pomocna byłaby tu niewątpliwie agencja PR.
Gorąco apeluję do obu środowisk : mniej mówcie, a bardziej rozmawiajcie !
P. S. W całej tej dyskusji brakuje mi bardzo ważnego ogniwa – przedstawicieli uczelni, które wykształciły i nadal kształcą kosmetologów. Mam do tych środowisk pytanie – jakie informacje o przyszłym zawodzie przekazujecie Państwo w trakcie studiów, że młode absolwentki są tak mało samokrytyczne i podejmują zadania, do których nie dość, że nie są przygotowane, to jeszcze nie mają prawa ich wykonywać?
Mam nadzieję, że większość z Państwa, nauczycieli akademickich, jest na przeciwległym biegunie merytorycznym i etycznym w stosunku do osoby p. dr Marzeny Glinki, której niedawna wypowiedź zantagonizowała oba środowiska.
P. S. Jeśli jesteś kosmetyczką /kosmetologiem i chcesz rozszerzyć ofertę swojego salonu o zabiegi inwazyjne, odpowiedz sobie na poniższe pytania
1. czy w przypadku wystąpienia powikłania poradzę sobie z nim we własnym zakresie ?
2. czy moje ubezpieczenie obejmuje zabiegi, które planuję wykonywać ?
Dodatkowo warto pamiętać o starej zasadzie :
Jeśli klientkę stać na zabieg za 2 – 3 tys zł, to stać ją także na wydanie podobnej sumy w kancelarii adwokackiej.
Proszę potraktować moją wypowiedź, jako przyczynek do wspólnych spotkań i dyskusji obu środowisk dla dobra nas wszystkich oraz naszych pacjentów i klientów.

Artur Markowski